najpierw zakochałam się w "czasie komety".
mogłam tego słuchać bezustannie.
potem poznałam płytki "scarlet" i "graphite".
boskie po prostu. od początku do końca, choć miejscami mocno rockowe, a mało gotyckie.
następnie byłam na koncercie Closterkeller w Krakowie, gdy pierwszy raz od ciąży Anji wznowili tournee.
świetnie było. usłyszałam parę piosenek z "Nero" i parę niewydanych jeszcze kompozycji.
wtedy oszalałam na punkcie "Mirażu".
w międzyczasie sięgałam po pierwsze płytki Closterkellera. hałaśliwo-klimatyczne. raz bardziej tak, raz bardziej tak. cudo.
Closterkeller to polska, gotycka podstawa.
Orthodox mnie rozwaliła, jak ostatnio widziałam ją w tv w jakimś programie o rodzeniu dzieci.

to było jakoś koło 11 września... oglądaliśmy to przy popijawie w hotelu, hah.
