warto zgłębić je, oglądając film. co to jest musical - każdy wie, a "Mamma mia!" to świetne połączenie tradycyjnych musicali z odrobiną nowoczesnego kina (tj. niezwykłe plenery i nowe techniki kręcenia). jak na mój gust, jest przezabawny i od wieków nie było takiego przyjemnego filmu z serii tych "lekkich". wszystkie są takie bez głębi, puste i nic nie warte, a ponieważ teksty Abby mają ten hipisowski polot - prostotę, prostolinijność i bolesną spostrzegawczość - film też go ma. zresztą - opowiada o starej hipisce (i jej przypadkowo "zmontowanej" córce), która wspomina stare czasy, stare miłości... wzruszające to jest, nie powiem. a szczególnie mi się spodobał kawałek "Money, money, money" - uroczy, ale trochę smutny, jak to Abba...
ja mam ojczyma-maniaka, który posiada chyba wszystkie ich winyle i odkąd posiadamy internet, ściąga sobie kopie w formie mp3.

toteż dyskografię znam i bardzo lubię, a teraz z powodu filmu i nowego rozbłysku uczuć i wspomnień w domu - znowu często ich słyszę.
