Ostatnimi czasy postanowiłem obejrzeć parę filmów, które niegdyś mi umknęły

Z tych "nie tak dawno..." będą ze 3.
Into The Wild (2007). Całkiem przyjemny obraz o dość specyficznym buncie, ucieczce od dotychczasowego życia, od cywilizacji w dzicz. Nieco refleksyjny, usiany pięknymi krajobrazami, naturą. Tylko główna postać trochę mnie irytowała. Zdecydowanie zbyt wyidealizowana.
No Country for Old Men (2007). Dramat z banalnym motywem znalezienia kupy szmalu, co oczywiście wiąże się z masą kłopotów, acz z intrygującą postacią. Fabuła dość prosta, żadnych zwrotów akcji przyprawiających o zawał serca nie ma

Mimo wszystko spodziewałem się czegoś bardziej ironicznego, choćby po samym tytule.
Hogfather (2006). Porównując do książki wypada zdecydowanie słabo. Jako że "Wiedźmikołaja" ze znanych mi książek Pratchetta wspominam świetnie, to humor w filmie co najmniej mnie zawiódł

Zabawnych momentów było za mało, choć narrator dawał radę. Śmierć fajnie przedstawili, głos też miał świetny (czytając książkę ciekawiło mnie, jak brzmiałyby te WIELKIE LITERY z kwestii błękitnookiego szkieletu).
// btw, nie czaję różnicy między tym a
tym tematem ^^