Od jakiś 2 lat jestem ateistą. Doszedłem do wniosku, że żaden Bóg nie jest mi do życia potrzebny. Uważam, że ludzie wytworzyli sobie jakąś postać mistyczną, nadprzyrodzoną, tylko po to aby w razie jakiś problemów móc do kogo się "wyżalić" i prosić go o łaskę.
"Gdyby nie było Boga, należałoby go wymyślić" za panem Wolterem.

Szczerze powiedziawszy, zastanawia mnie fakt, że część z was podciąga do wyznawania wiary chodzenie na religię do szkoły. To aż takie ważne? Pamiętam, w szkole zdarzało mi się uczestniczyć w tychże lekcjach, z własnej woli, mimo mojego dość agresywnego stosunku do spraw wiary, jednak wcale jedno z drugiem się dla mnie nie wiązało. Może dlatego, że moi księża nie byli nawiedzonymi katechetami, tylko osobami, które zwracały się bardziej ku etyce? Może.
@Vitani, chwała ci za to, że nie zagłębiłaś się w religię, która polega na cierpieniu.
