a co! temat musi być, bo nikt nie powie chyba, że to dziecinne mieć prawdziwego mrocznego kota czarownicy, black-metalowego kozła w zagrodzie albo chomiki pożerające swoje łyse młode.
odpowiedzcie na dwa pytania:
1. mieliście coś kiedykolwiek pod dachem?
- jeśli tak, to co? i jakie macie wspomnienia? pies odgryzający nogę, czy słodkie puchate ptaszniki?
- jeśli nie, to czemu? i czy w ramach buntu, chcecie to zmienić? a może po prostu zwierzęta są stratą czasu?
2. co chcielibyście kiedyś mieć? coś egzotycznego, np. pingwina cesarskiego, węża boa, a może marzy Wam się na starość poczciwy bernardyn?

* * *
jeśli o mnie chodzi, w dzieciństwie miałam dwa psy (jeden po drugim), tj. dogi niemieckie, z tego powodu chyba jestem w stanie znieść tylko duże, spokojne psy. a doga na pewno jeszcze kiedyś będę mieć, mimo że obleśnie się ślinił.
przechodziłam fazę fascynowania się ptakami ozdobnymi, bo mój dziadek kiedyś miał z 50 papug i gołąbków różnej maści. więc miałam papugi faliste, jak pouciekały - wzięłam od dziadka ryżowce (takie wróblowate trochę to), ale znudziły mi się w pierwszej klasie gimnazjum.
wtedy kupiłam świnkę morską. naprawdę nie wiem po co. nazwałam ją Świnka, mimo że był samcem. zdechł przed rozpoczęciem pierwszego dnia liceum. toteż zaczęłam tamten pamiętny poranek od grzebania go w parku pod zarobaczonym głazem.
dwa tygodnie temu kupiłam przepiórkę chińską. jak ktoś pyta, czy coś hoduję, mówię, że kury. (bo to najmniejsze kurowate świata) ("zapomniałam nakarmić moje kury, szlag!" - spojrzenia słuchaczy bezcenne;)
co ciekawe, ogólnie uważam zwierzęta za straszne zawracanie sobie dupy na siłę. teraz hoduję głównie dlatego, że to moja terapia uspokojająco-antydepresyjna. ale kiedyś normalnie sobie kupię jakąś żako albo arę i nauczę ją, by przy wejściu do domu każdemu mówiła "spierdalaj".
ahoj. ;>